agresjaCzy pod „tyraństwem boga” kryje się draństwo ludzi? Gdzie jesteś ty? Bliżej ci do drania czy osobnika rozumnego, tolerancyjnego i świadomego?

Dlaczego w ogóle poruszyłem temat boga? Padły zarzuty, że strona jest o hipnozie, a ja piszę o bogu. Padły również zarzuty, że skoro jestem hipnotyzerem, to nie powinienem pisać o bogu. Oczywiście jest to bzdurą, bo sprawa dotyczy nasz wszystkich, szczególnie w kraju, który nazywa się katolickim. Oczywiście nie mieści się to w tematyce i czasami będę pisał na temat, który nie jest ściśle związany z hipnozą i nie powinno to wzbudzać obaw, że strona straci swą tematykę, wystarczy wejść w kategorie „inne”, niewiele tego jest. Poruszyłem ten temat, by wyrazić swoje wątpliwości i sprawdzić jakie reakcje wywoła. To główny powód, a skoro dysponuję własną stroną i temat dotyczy wszystkich, to nie będzie to robić problemu jeśli zrobię to tutaj, a przy okazji poruszę (intelektualnie i emocjonalnie) naszą ciągle powiększającą się społeczność.

Nie obyło się bez wulgaryzmów, skrajnego stanowiska demonizującego postać katolickiego boga. Nie poruszałem innych cech boga, różnych aspektów religii, bo zupełnie mnie to nie interesowało. To nie miał być rzetelny tekst przedstawiający tę postać kompletnie. Miał być to patyk, który wetknę w mrowisko. Prowokacja, która poruszy wszystkich i zmusi do refleksji. Jest chrześcijański kościół, który nazywa się „kościół adwentystów dnia siódmego”. W skrócie jest to wiara chrześcijańska, która ma kilkanaście milionów zwolenników. Interpretują oni biblie w dosłownym jej przekazie. Także według nich sodoma i gomora nadal płonął 🙂 Ja również dokonałem bezpośredniej interpretacji i nie traktowałem niczego jako symboliczne. Celowo tak uczyniłem, bo biblia jest słowem bożym, więc jakim prawem człowiek może to słowo interpretować na swój sposób? To kolejna wątpliwość, która była w tym tekście ukryta pod jej formą. Nic z wymienionych faktów zmyślone nie było, nie było tylko moją opinią, bo ma potwierdzenie w rzeczywistości. Moją opinią natomiast jest, że nie wierzę w boga, którego przedstawia katolicyzm, biblia jest jedynie świetną lekturą filozoficzną, a nie dowodem na istnienie boga. Jej forma jest taka, bo kiedyś do ludzi strachem się dochodziło, dziś już nie używa się argumentów strachu, a miłości. Choć w szkołach do dziś świeccy mówią o potępieniu i pójściu do piekła jeśli nie będzie chodzić się do kościoła i odwróci od wiary. Z własnego doświadczenia wiem, że większość ludzi nie zastanawia się, chce wierzyć tak na wszelki wypadek. Moim osobistym sukcesem będzie jeśli po przeczytaniu tekstu czytelnik podważy swoją wiarę choć na chwilę i sprawdzi, czy jest ona prawdziwa, że tego chce całym sobą i jest w tym spójny. Ja nie oceniam wiary, wierzący po przeczytaniu tekstu może umocnić się w wierze. Nie wierzący znaleźć poparcie swoich wątpliwości i szukać innych rozwiązań. Porażką natomiast będzie jeśli ktoś przeczyta tekst biernie i powie „gość ma rację! Bóg to tyran i nienawidzę go!” lub z góry potępi mnie, bo wiary trzeba heroicznie bronić za wszelką cenę.

Ocena własna tekstu

Nie jest on ambitny o wysublimowanym słownictwie. Jednak w żadnym razie taki miał nie być. Jest prosty, idący po najmniejszej linii oporu, lekki w odbiorze i trzepiący po korze mózgowej. Wulgarny, ale z umiarem. Chamski? Nie wydaje mi się, choć wielu katolików mogło uznać go za wytrysk na ich twarz. Jest to po prostu esej. Dość wulgarna i skrajny obraz. Jest to oczywiście pewna forma literacka, choć przenikają tam moje opinie, ale nie zaliczam się do skrajności. Uznałem jednak, że ten tekst tego wymaga.

Komentarze

Miałem obawę i była to słuszna obawa. Tekst w dużej mierze będzie komentowany przez pryzmat mojej osoby. Patrzyłem na to dość ambicjonalnie pragnąc dyskusji żywej, ale skierowanej na temat, a nie na moją skromną osobę. Choć niemal wszystkie opinie były niesprawiedliwe i starałem się zachować do tego należyty dystans, to trudno było. Nie usuwałem jednak niczego, poza komentarzami, które nazywały mnie cytuję „pojebem”. Nie wdawałem się też w osobiste dyskusje starając się zwracać uwagę na temat, który poruszyłem. Padła nawet propozycja skasowania tekstu. Dostawałem różne propozycję, ale tak idiotycznej nie dostałem od lat. Inne komentarze to próby oświecenia mnie. To mój ulubiony typ komentarzy, bo człowiek który je pisze musi mieć niebywale olbrzymie ego uważając, że to co o mnie pisze jest prawdą, że zna moje motywy, moją psychikę, a przede wszystkim wie, że jestem zagubiony, sfrustrowany itd. Na szczęście uzyskuję oświeceniowy komentarz, kogoś lepszego ode mnie, bo wierzącego w katolickiego boga. Niestety dość często się z tym spotykam i nigdy nie jest to mój problem, a problem wierzących, którzy chcą mi narzucić swoją wiarę uważając, że ich spojrzenie jest jedyne słuszne i dzieje się tak z prostego powodu – nigdy nie poddawali tego pod wątpliwość. Gdy uczyłem się w liceum przyszedł do nas ksiądz po kolędzie i spytał się mnie czy chodzę do kościoła, odpowiedziałem, że nie. Zapytał, czy mam zamiar, oczywiście odpowiedziałem, że nie mam zamiaru chodzić do kościoła. Spytał, czy wierzę w boga, ale wiedząc, że rodzice moi uznają się za katolików nie chciałem wywoływać niepotrzebnych sporów, czy nawet wyrządzać przykrości rodzicom, więc w imię wyższych wartości odpowiedziałem, że nie będę na ten temat rozmawiał. Ksiądz był twardy i pytał „więc kiedy? kiedy jak nie teraz, kiedy jest na to czas?”, a ja niczym nagrany na dyktafon ponownie odpowiedziałem, że nie będę o tym rozmawiał. Ksiądz nie dał sobie spokoju i zaczął swój wykład, że kiedyś przyjdzie czas, że zrozumiem, że będę postępował tak jak powinno się postępować, wyjdę z tej swojej ciemni i zobaczę jasność (nie jest to dokładnie słowo w słowo, ale ten kontekst monologu był). Słuchałem tego z przerażeniem. Ksiądz miał gdzieś kim jestem, co czuję, jak myślę. Olał to, bo stwierdził, że skoro nie wierze, to muszę być zagubiony, nieświadomy, wręcz ciemny. Tylko wiara może mnie zrobić mądrym, oświeconym i spokojnym. Taki był jego przekaz. Wyobraźcie sobie, że ja pisze teraz artykuł, że to wierzący jest w ciemności, jest otumaniony i porzucenie tej wiary, to oświecenie. Jak czuje się katolik? Mocno niesprawiedliwy osąd, nie mający podstaw, bo co człowiek to indywiduum. Osoba niewierząca w katolickiego boga również może mieć swoją wiarę, rzeczy dla siebie ważne, bogate życie na każdym szczeblu. O tym często świeccy zapominają, a niezbyt rozgarnięci katolicy im wtórują. Nie jest to wskazywanie moich problemów, a uwidacznianie się problemów tych, którzy bez podstaw snują takie śmieszne historie. Mój tekst o bogu, również ten aspekt uwidocznił, choć nie miałem tego w zamiarze i uznałem za niepożądane.

Wolność i tolerancja

Bardzo ceniłem komentarze, które omijały moją osobę z należytym szacunkiem z jakim i ja omijałem dyskusje osobiste. Były one skierowane tylko na tekst. Katolik miał niebywałą okazję by argumentami odpowiedzieć na mój esej i przedstawić boga w innym kontekście niż ja. Oczekiwałem tego, byłoby to świetne dla dyskusji. Choć dyskusja ideologiczna mnie nie interesowała, a bardziej dociekanie prawdy. Dałem w komentarzach naprawdę dużą wolność i okazałem tolerancję. Spodziewałem się ataków i spokojnie na nie odpowiadałem argumentując. Podtytuł nie jest przypadkowy, bo tekst zmusił mnie do refleksji, czy jesteśmy ludźmi wolnymi i tolerancyjnymi? Ile osób, miało ochotę mnie wykastrować po tym tekście? Ile osób patrzyło na katolików jak pętaków? Kto czuł się lepszy od innego z powodu przynależności do kościoła katolickiego i utożsamiania się z nim, a kto czuł się lepszy, że z kościołem ma niewiele wspólnego? Nie jesteś tolerancyjny i nie jesteś wolny, jeśli taki tekst wzbudził w tobie agresję, poczułeś się lepszy od kogoś lub zapragnąłeś unicestwienia ludzi z danej grupy społecznej. Jesteś po prostu idiotą. Jeśli natomiast mój tekst wzbudził w tobie zdrową refleksję, która mogła iść w dowolnym kierunku, to ja ciebie… kocham 🙂 Możesz zostać tu i czerpać wiedzę z tej strony, z pewnością będziesz umiał ją wykorzystać słusznie w swoim życiu. Reszta może spadać, nie jestem tolerancyjny dla ćwierćinteligentów.

Słowem zakończenia

Jak widać „tyraństwo boga” nie było tylko moją wątpliwością. To również test dla was samych. Ten artykuł dlatego w dużej mierze jest oceną reakcji na tekst, a nie jego częścią merytoryczną i powód jest tego prosty – takie komentarze przeważały pod tamtym tekstem. Cała sprawa w związku z tym sprowadziła się nie do istnienia boga, czy słuszności przedstawiania boga w takiej formie w jakiej robią to katolicy, a do postrzegania całej sprawy przez ludzi, do waszych emocji, inteligencji, dobrych obyczajów. Choć to ostatnie mogło być zachwiane już samym tekstem, ale mimo wszystko nie był to tekst chamski, a nieco wulgarny, do czego oczywiście się przyznaję i z pełną premedytacją takim go stworzyłem. Prawdopodobnie był to ostatni tekst tego typu na tej stronie. Możliwe, że z czasem zniknie stąd. Być może przeniesie się na inną stronę/blog, który będzie prowadzony w tonacji prowokacji i prawił będzie o rzeczach ważnych dla ludzkości. To jednak do przemyślenia i tylko w komentarzach moglibyście mnie nakłonić do szybkiego stworzenia takiej strony 🙂