CMHRimageCzyli jak żyć w zgodzie z otoczeniem, a jednocześnie realizować swoje największe marzenia.

Temat ten poruszył mnie podczas porannej kupy i kontynuowałem rozmyślanie nad nim aż do czasu gdy wziąłem prysznic, po którym przystąpiłem do pisania. Nie bez powodu temat na artykuł przyszedł mi gdy siedziałem na klozecie, bo mamy tu ewidentnie śmierdzące wątki.

Nie-ekolgia w związku

Chyba każdy słyszał o związku, w którym ktoś jest, bo się jedna strona zlitowała nad drugą? Obydwie strony są równie tępe – ten nieudacznik, który wzbudził litość i ta której żal było zostawić nieudacznika, oraz odwrotnie, tej głupiej pipie i temu głupiemu penisowi. Tematem jest „ekologia życia” i w myśl mojej… myśli takie zachowanie jest niedopuszczalne. Powód jest prosty – skoro ktoś chce zostawić kogoś, to znaczy, że jest do dupy, że jest źle, marnie i nie ma przyszłości. Jeśli jedna strona wzbudzi litość i druga przy niej zostanie to to naprawi związek? Jasne że nie, bo obydwoje będą tacy sami, nic się nie zmienią, a wzbudzanie litości to jedna z form marnej manipulacji „na nieudacznika”. Osoba, która zostaje przy kimś takim jest krótkowidzem, bo jak można zostać z kimś od kogo chce się odejść, a tylko żal zmusza nas do pozostania? Czy w takim przypadku związek będzie lepszy? To tylko gra na emocjach, patrzenie na to co najbliżej, każdy boi się cierpienia, a nawet rozstając się z nieudacznikiem przychodzi cierpienie – jak ja mogłam być z taką fujarą? łeeeeeee. To cierpienie jednak przemija, a dalej może być dużo lepszy związek, dużo lepsza przyszłość, choć gdy pomyślę, że ktoś zostaje z kimś dla litości to wątpię by był w stanie zrozumieć, że świat nie kończy się na jednej osobie i są miliony lepszych, ładniejszych, mądrzejszych. W takim przypadku pozostanie z litości to odłożenie w czasie cierpienia i przedłużenie znudzenia osobą, z którą się jest. Choć to też sposób – zostać z osobą, która z czasem zaczyna wzbudzać wymioty, o litości już nie będzie mowy, wszelkie uczucia które jeszcze trzymały mogą wygasnąć.
Krzywdę robią sobie obie strony. Dla mnie najgorszą obrazą byłoby to, że z litości ktoś ze mną jest, bo to jakby powiedzieć „jesteś miernotą, kimś kto mnie męczy, ale jestem z tobą, bo mi ciebie szkoda zostawić” – łer miłość? łer inne fajne uczucia? Bo chyba o to nam chodzi?
Jak się zmienić i być lepszym w takiej sytuacji? Jeśli dla kogoś jesteśmy zbyt słabi, niewystarczający to nie jest wyrok, a bodziec że trzeba się zastanowić co może być nie tak, co zmienić, może partnera trzeba zmienić, któremu wszystko w nas będzie pasować? Jedno jest pewne, pozostawanie w takim związku jest nieekologiczne, bo są tylko fałszywe emocje, są złudzenia, strata czasu i jest to zupełnie nierozwojowa sytuacja, wręcz degradująca, bo stanie w miejscu to w rzeczywistości cofanie się.

Sedno ekologii życia

Nie chcę sprowadzać jednak tego tematu tylko do związku, w którym litość panuje. Ekologia życia to w skrócie życie takie by nikomu nie robić krzywdy, a przy tym rozwijać się samemu z jak największą skutecznością. Nie mówię ludziom, że są brzydcy kiedy są, jak muszę to kłamię w takiej sytuacji. Można zarzucić brak szczerości, ale co w takim wypadku dałaby szczerość? Nic rozwojowego, skoro ktoś jest brzydki, to po naszej opinii nie wyładnieje. Kłamiąc nie wzbudzamy negatywnych emocji i unikamy ewentualnej kłótni lub dyskusji „ale we mnie nie jest wszystko brzydkie, mam ładną pupę”, a ciebie taki argument nie obchodzi, bo widzisz przed sobą paszteta.

Każdy człowiek jest do zastąpienia i jeśli ktoś swoim postępowaniem wywołuje u ciebie negatywne emocje, to wyrzuć go ze swojego życia, jeśli ktoś ciąży ci – pozbądź się go. Możesz mieć przyjaciela którego wady zaakceptujesz, bo jego pozytywne strony są niemierzalnie większe od negatywów. Świat nie jest biały albo czarny, czasem trzeba wybrać kompromisowy fiolet. Nie musisz jednak akceptować czyichś ułomności, kiedy one tobie ciążą. To jest postępowanie ekologiczne, bo działasz zgodnie z własnymi potrzebami, a przy tym nie robisz krzywdy innym, bo po prostu pozbywasz się ich i nie zawsze musisz mówić dlaczego. Spotkałem na swojej drodze wiele osób, które miały na mnie pozytywny wpływ, były mi jakoś potrzebne i ja również byłem im potrzebny, z czasem te potrzeby się zmieniały i zmieniali się ludzie którzy mnie otaczali. Co prawda sentyment do ludzi jest, ale jeśli nic nie są w stanie ci dać, to nie ma sensu z nimi trzymać, tracisz czas. Może to wydać się niektórym okrutne, ale tak rozwija się każdy człowiek, choć niektórzy wolą stać w miejscu z tymi samymi ludźmi którzy również stoją w miejscu, bo ci co idą do przodu zostawiają tych co stoją w miejscu. Gdzie ty jesteś? Tym którego się zostawia czy tym który zostawia innych?

Dalekowzroczność gwarantem ekologii życia

Jak pisałem już wcześniej, człowiek boi się tych najbliższych emocji. Gdy przychodzi decyzja, że chce się kogoś zostawić, pożegnać ze swoimi przyjaciółmi, powiedzieć komuś coś nieprzyjemnego itp. To widzimy tą najbliższą przyszłość, ten trudny okres. Automatycznie chcemy się przed tym obronić i szukamy łagodnych rozwiązań, odczuwamy strach, nie chcemy sprawiać sobie problemu. Najgorszym w takiej sytuacji jest ucieczka przed tym jak najszybsza by przyszło choć trochę ukojenia, to jak w przykładzie związku z litości – nie ma perspektywy, że przetrwa związek, czuje się, że to kwestia czasu jak się rozleci, ale mimo to zostaje się i brnie się w tej kupie dalej. Nie ma tutaj za grosz ekologii, bo dla obydwu stron najlepsze jest rozstanie, zmiana siebie i poszukanie takiej osoby, z którą będzie cudownie do końca. Będąc z przyjaciółmi którzy nic nie wnoszą do naszego życia tracimy czas, bo być może są ludzie, którzy czegoś nas nauczą, dadzą nam coś więcej podczas gdy my brniemy w to co już najlepsze miało za sobą. Mamy jednak sentymenty, przyzwyczailiśmy się itd. najbliższe emocje, to smutek z powodu rozstania. Kiedy mówimy komuś coś nieprzyjemnego wiemy, że zrobi mu się przykro, ale skoro ma to pomóc, to dlaczego tego nie zrobić? żeby uniknąć kłótni? żeby ktoś na nas minusa nie postawił?

Jak tutaj widzę ekologie? Patrzę daleko przed siebie i jeśli miałbym skończyć związek, do którego wkrada się litość zrobiłbym to natychmiast nawet jeśli miałbym z tego powodu odczuwać dyskomfort emocjonalny przez dobre dwa miesiące. To i tak by przyszło, a kończąc coś szybciej, szybciej mogę wejść w coś lepszego, mogę się zmienić dostrzegając swoje błędy, nawet rozstanie jest rozwojowe. Tak samo w innych przypadkach, nie patrzę na ten dyskomfort, który czeka mnie w najbliższych dniach, jeśli już wiem, że coś nie ma racji bytu, to zmieniam to natychmiast mimo wszelkich niedogodności, bo wierze, a w zasadzie wiem, że przyszłość przyniesie mi nowe doznania, które będą godne mojego obecnego stanu. Należy w takim razie patrzeć daleko, mieć na uwadze swoje dobro i dobro innych. Jeśli swoją postawą nie wyrządzamy ludziom krzywdy, jeśli nasza postawa nie wpływa hamująco na innych, a przy tym nie czujemy się krzywdzeni, nie czujemy się niekomfortowo i ciągle się rozwijamy, to z pewnością żyjemy ekologicznie. I pamiętaj, nikt nie będzie miał korzyści z człowieka, który rezygnuje ze swojego rozwoju, z kierowania całym życiem przez pryzmat własnych pragnień przy zachowaniu dobra innych, bo kiedy ty nie idziesz do przodu, to nikt za tobą nie będzie kroczył. Nie bój się w takim razie podejmować trudnych decyzji, bo dzisiejsza niedogodność może oznaczać w przyszłości symbol ogromnej zmiany na lepsze.